onet.pl PATRONAT
Pasjonat
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Klub Ludzi z Pasją

Powr�t
ROBERT – ROBOTEK

Z hobby, zamiłowaniami, fascynacjami jest różnie. Często jak byłem małym chłopcem moje zamiłowania były raczej słomianymi zapałami. Jak już coś mnie zainteresowało to przez bardzo długi okres tym żyłem. Ale jak szybko pojawiały się moje fascynacje czymś tak szybko nie wiedzieć czemu i kiedy znikały.

Zafascynowany jestem podróżami. Banalne to bardzo. Ale naprawdę, od kiedy pamiętam, zawsze drzemała we mnie chęć poznawania innego świata. Najczęściej podróżowałem za pomocą książek, filmów i opowieści. Do czasu, kiedy w końcu sam na własnej skórze sprawdziłem często słyszane, w pewnym sensie denerwujące słowa:

….Każdy może podróżować, nie trzeba mieć dużo pieniędzy, trzeba tylko chcieć i się odważyć…
Sprawdziłem i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że to prawda. Od tamtej pory, zafascynowany podróżami jestem bardzo. Rzeczywiście trudno jest mi wysiedzieć w jednym miejscu.
Jednak podróże to nie jest moja najważniejsza fascynacja.
Rzeczą, bez której zupełnie nie potrafię funkcjonować, której oddaję się całkowicie, bez protestowania to wszelkiego rodzaju pomoc innym osobom.

Bardzo mocno wywiera na mnie wpływ ludzka krzywda. Nie potrafię być obojętny w stosunku do ludzkiej bezradności zwłaszcza, jeżeli dotyczy to dzieci. My dorośli często możemy pomóc sobie sami. Dzieciaki z racji wieku, niepełnego jeszcze ukształtowanego charakteru a i fizycznych możliwości, nie są w stanie zadbać o siebie. Ogromna ilość potrzebujących dzieciaków mimo to jakoś sobie radzi, ale jak wiele w tym cierpienia, tragedii i wołania o pomoc.

Pierwszym moim działaniem było „adoptowanie” małego chłopca z Rwandy. Przeraziły mnie informację o sytuacji w tym państwie i sytuacji mieszkających w nich dzieci. Tego, co czułem nie da się opisać słowami. Za adopcją poszły różne działania, zbiórki, namawianie znajomych na pomoc tym ludziom. Nie wiele mogłem w tej kwestii zrobić innego. Po jakimś czasie „adoptowałem” dziewczynkę z Nepalu, która przebywa w sierocińcu w Indiach jej historia była równie dramatyczna co chłopca z Rwandy. W między czasie wraz z przyjaciółmi zaopiekowałem się pięcioma polskimi rodzinami na Białorusi. Osobiście byłem winny taką pomoc.

To część większych działań, bo, na co dzień nie potrafię przejść obojętnie obok np. żebrzącego dzieciaka, nie próbując mu pomóc. Oczywiście dawanie pieniędzy to nie rozwiązanie i jest wiele innych możliwości, aby przynajmniej spróbować jakoś temu zaradzić. Reakcje są różne było mnóstwo porażek, ale były też sukcesy. Wiem, że mógłbym robić więcej, wiem, że nigdy nie przestanę pomagać…

Kontakt:
http://www.koloryswiata.com
robertcwikowski@koloryswiata.com

Powr�t