onet.pl PATRONAT
Listy w skrzynce
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Listy

Powr�t
Zagubiona bulimiczka
.
 "Witam Pani Beato,
domyślam się, że dostaje Pani dziennie kilkadziesiąt listów podobnej treści, jednak postanowiłam napisać.
Mam 15 lat, od 3 lat choruję na zaburzenia odżywiania, od 2 na anoreksję typu bulimicznego oraz depresję. Jestem pod opieką lekarza i psychologa, od ponad pół roku chodzę na terapię, biorę antydepresanty i czuję, że powoli coś zmienia się we mnie, w moim sposobie myślenia, ale problem nadal jest i to bardzo poważny. Wymiotuję praktycznie po każdym posiłku, bez względu na ilość oraz jakość i powoli naprawdę zaczyna mnie to wykańczać.. Wakacje to okres, w którym często jestem sama w domu, wówczas choroba się nasila. Jem wszystko. A później wymiotuję. Wciąż nie potrafię do wszystkiego przyznać się mojej Pani psycholog. Jest mi wstyd, że tyle jem, ale to naprawdę silniejsze ode mnie.. Walczę z tym, ale ostatnio czuję, że przegrywam. Że znów wpadam w silne ramiona choroby. Nie potrafię nigdzie wyjść, bo rytm mojemu dniu nadaje jedzenie, wymiotowanie oraz ćwiczenia. Naprawdę chciałabym to zmienić. Wstaję rano z zamiarem zjedzenia lekkiego śniadania, wyjścia na dwór. Ale w momencie, kiedy zaczynam jeść to wszystko rozsypuje się w drobny mak.. Tracę kontrolę i nie mam pojęcia jak chociaż w małym stopniu ją odzyskać.. Przeczytałam serię ’’W dżungli podświadomości’’, (która niesamowicie mi pomogła, DZIĘKUJĘ), dlatego wiem, że Pani też kiedyś zmagała się z podobnym problem. Dlatego zdecydowałam się napisać. Naprawdę szukam ratunku już wszędzie, bo czuję się jak najgorszy śmieć. Bardzo proszę o choć najmniejszą radę, co mam robić aby nie wpadać w ten wir jedzenia? Jak to przerwać? Jak odzyskać kontrolę? Jak Pani sobie z tym radziła..? Czy miała Pani na to jakiś sposób? Czuję, że tracę swoje życie, że znów pochłania mnie depresja, smutek, choroba.. Czasem mam wrażenie, że to już za późno.. Że to wszystko trwa zbyt długo, abym kiedyś mogła z tego wyjść. Abym potrafiła normalnie jeść, trawić i żyć..

Pozdrawiam ciepło i dziękuję za wszystko, co już Pani dla mnie zrobiła,
Ka."


ODPOWIADAM:

Kochana dziewczynko.

Są dwie rzeczy, których potrzebujesz, żeby wyzdrowieć. Obie są w zasięgu twojej ręki.

Pierwsza to uczciwość.
Druga to miłość.

Uczciwość w stosunku do samej siebie.
Miłość w stosunku do samej siebie.

Bo jak pewnie wiesz, bulimia nie jest chorobą ciała. Ona tylko stwarza taki pozór. Przekłada się na ciało, ale siedzi w twojej duszy. I stamtąd komenderuje twoim zachowaniem, myśleniem i czuciem.
Zobacz. Chodzisz na terapię, co teoretycznie oznacza, że prawdopodobnie chcesz wyzdrowieć. Zauważ, że napisałam „teoretycznie” i „prawdopodobnie”, ponieważ w rzeczywistości wcale tak nie jest.

Gdybyś naprawdę chciała wyzdrowieć, byłabyś uczciwa wobec siebie i uczciwa wobec swojej terapeutki. Jaką szansę ona ma, żeby ciebie wyleczyć, jeżeli nie mówisz jej prawdy?...

Nie powiedziałaś jej jak naprawdę wygląda twój dzień i jak naprawdę wygląda twoje życie.

Wiesz dlaczego jej tego nie mówisz?

Bo anoreksja i bulimia to choroby duszy. Niejedzenie albo obżeranie się to czubek lodowy pewnego stanu, który znajduje się w twojej podświadomości. Mówiąc inaczej: twoja podświadomość jest chora i dlatego zmusza cię do określonego zachowania.

Pewnie to wiesz, ale na wszelki wypadek powiem:

Choroba twojej duszy polega na tym, że powiązała jedzenie z poczuciem bezpieczeństwa i miłości. Zmusza cię do jedzenia, bo wydaje jej się, że dzięki temu poczujesz się lepiej, poczujesz się kochana, zaopiekowana i bezpieczna,

Tak, wiem, że to jest nielogiczne z obiektywnego punktu widzenia, ale podświadomość posługuje się swoimi dawno zapisanymi kodami i dlatego może się zdarzyć, że te kody są fałszywe.

I co masz teraz zrobić?

Myślę, że powinnaś zdobyć się na 100% uczciwość wobec swojej terapeutki. Powiedz jej jak się czujesz. Powiedz jej prawdę.

Przypuszczam, że czujesz się winna albo jest ci głupio przyznać się do zachowania, które jest poza twoją kontrolą.

Na tym właśnie polega ta choroba. Jesteś bezradna wobec tego, że robisz coś, czego nie chcesz robić.
Ukrywanie tego niczego nie zmieni.

Myślę więc, że powinnaś powiedzieć prawdę swojej terapeutce, bo przecież chodzisz na terapię, żeby wyzdrowieć, prawda? Bez uczciwości to się nie uda.

A po drugie: pokochaj siebie. Zaprzyjaźnij się ze sobą. Przyjmij siebie w prezencie tak jak przyjmuje się bezdomnego szczeniaczka. Nieważne czy jest piękny i mądry. On jest małą, bezradną istotą, która bez ciebie nie poradzi sobie i nie przeżyje.
I dokładnie tak samo jest z tobą.

Ty też jesteś głęboko w środku bezradna, opuszczona i pewnie smutna. Twoja dusza jest bezradna, opuszczona i smutna. A ty zamiast ją lubić, przytulać i głaskać, odpychasz ją jeszcze bardziej, bo złościsz się, że każe ci robić coś, czego nie chcesz.

Ale ona zmusza cię do zaburzeń odżywiania właśnie dlatego, że poprzez jedzenie szuka poczucia bliskości, ciepła i bezpieczeństwa.
Uleczysz ją dopiero wtedy, kiedy ją pokochasz, zaopiekujesz się nią i będziesz jej najlepszym przyjacielem. Na dobre i na złe. I do końca życia.
Powr�t