onet.pl PATRONAT
Treść wywiadu
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Kufer z wywiadami

Powr�t
ŚWIAT I LUDZIE - sierpień 2011

Pani ma chyba zdolność bilokacji. Jak pani znajduje czas, żeby ogarnąć te wszystkie rzeczy które pani robi: program w radiu, program w telewizji i na dokładkę pisanie książki.

Jestem dobrze zorganizowana.

Chyba dużo pani pracuje, żeby znaleźć czas na pracę!

Zdefiniujmy najpierw co to jest praca. Mam wrażenie, że „praca” kojarzy się z czyms przykrym, co trzeba robić. A ja uwielbiam pisać książki i prowadzić program w radiu. Więc można powiedzieć, że przez cały dzień zajmuję się tylko tym co sprawia mi prawdziwą przyjemność, chociaż z drugiej strony jest to też „zawód”, czyli praca.

A do tego jeszcze podróże!

To jest tak. Kiedy piszę nową książkę, jestem w Polsce i staram się nie przyjmować zaproszeń, ani do telewizji, ani w inne miejsca. Koncentruję się wtedy na pisaniu książki. To jest tajemnica sukcesu: robić jedną rzecz, ale wszystkimi siłami. Przed podróżą przygotowuję kilka audycji na zapas, tak na wszelki wypadek, bo czasem mogę prowadzić audycję na żywo z egzotycznego miejsca, a czasem nie ma takiej możliwości. Kiedy jestem w dżungli, to nawet najlepszy, kosmiczny sprzęt nie zadziała - nie wyśle sygnału z dżungli, bo tam po prostu za gęsto rosną drzewa.

Czyli jest pani kobietą zorganizowaną, która totalnie panuje nad czasem?

Jestem zorganizowana i pracuję w domu. Nie chodzę do pracy do biura. Jestem więc swoim szefem – bardzo wymagającym, ale i przyjaznym.

Jak rano pani wstaje, o której?

Nie lubię budzików, więc wstaję wtedy, gdy się obudzę. Między siódmą a ósmą. Lubię się nie śpieszyć. Poranna medytacja i rozgrzewka, potem Yerba mate, kilka migdałów i woda mineralna. I wtedy siadam do pracy. Zaczynam około dziewiątej, kończę o 21.

O rany!

Ale w międzyczasie robię przerwy - na siłownię, na przewietrzenie głowy. Na przykład wsiadam na rower i jadę do sklepu lub na pocztę.

A jak często chodzi pani do siłowni?

Codziennie.

Wyjątkowo często. I ile czasu tam pani spędza?

Około godziny.

I tak codziennie: sztanga, przysiad, hantle, ławeczka?

Niezupełnie (smiech). Wcześniej chodziłam do siłowni dwa razy w tygodniu. Z dojazdem i powrotem każda taka wizyta trwała trzy godziny. Postanowiłam to lepiej zorganizować. Kupiłam kilka prostych przyrządów potrzebnych do ćwiczeń: matę, step, ciężarki. Mam płyty i ćwiczę w domu. Teraz mam czas na to, żeby codziennie na godzinę zostawić pracę, przebrać się i poćwiczyć.

Kto jest na tej płycie?

Cindy Crawford. Ona jest najlepsza. Próbowałam różnych płyt, różnych trenerów i trenerek, ale wydaje mi się, że jej płyty sa najlepsze. To jest rodzaj aerobiku z ćwiczeniami na wszystkie partie mięśni. Nic dziwnego że ona wygląda tak jak wygląda, czyli wspaniale.

To teraz już wiem jak to możliwe, żeby taka drobna kobieta jak pani tak dobrze sobie radziła w dżungli.

Ale do tego, żeby sobie poradzić w dżungli niepotrzebna jest siła mięśni.

To jaka siła jest potrzebna?

Siła ducha.

I jak jest pani głodna to siłą duszy zdobywa sobie posiłek?

(śmiech) Nie, wtedy idę przez dżungle dziesięć godzin i nie jem, bo nie ma nic do jedzenia.

Bardzo pacyfistyczne. Ale chyba do dżungli nie wybiera się pani nigdy sama?

Byłam tam sama wiele razy. Ale czasami organizuję wyprawy na które można pojechać razem ze mną.

I gdzie zwykle pani zabiera takich towarzyszy?

Do Brazylii i Kolumbii.

I mówi pani że wystarczy siła ducha, żeby tam razem z panią przetrwać w tej dżungli?

Tak. Ona wystarczy żeby pokonać własne słabości i ograniczenia, które każdy z nas ma. Słabości wynikające z charakteru czy osobowości.

Skoro była tam pani już tyle razy, to można chyba powiedzieć, że dżungla panią zahartowała i ukształtowała?

Ona mnie całkowicie zmieniła.

Czyli jest pani teraz bardzo silną kobietą. Mężczyźni się pani nie boją?

Potrzebuję silnego mężczyzny, który…

… podnosi 120kg sztangę na ławeczce dziesięć razy bez problemu ..

(śmiech). Super, ale to nie wystarczy. Czlowiek musi wiedzieć kim jest, lubić i akceptowac samego siebie, mieć poczucie własnej wartości. I z takim mężczyzną mogę stworzyć partnerski związek.

Jest pani teraz z kimś?

Nie, od kilku miesięcy jestem sama i jest mi z tym super.

Zraziła się pani do formalnych związków?

Nie, skąd. Jestem otwarta na każdą opcję, ale jakoś nie spotkałam nikogo, kto chciałby być ze mną szczęśliwy.

Ale chyba już raz była pani mężatką?

Tak, ale tamten ślub został unieważniony. To tak jakby go nie było.

Jest pani osobą pełną pasji, podróżuje po całym świecie. Czy ktoś taki jak pani, jest w stanie zobaczyć siebie jako kobietę , która zakłada rodzinę i ma dzieci?

A czemu nie? Wszystko zależy od tego, jakie podejmuje się decyzje i co uważa się za ważne. Jeżeli spotkam kogoś, z kim będę chciała założyć rodzinę, to dlaczego miałabym tego nie zrobić?

Czy podziela pani powszechną obecnie opinię, że trudno teraz o silnego mężczyznę, że mężczyźni są słąbi?

Wydaje mi się, że spotkałam tyle samo silnych kobiet co mężczyzn. Silnym człowiekiem o silnym charakterze i pozytywnym nastawieniu do świata można być niezależnie od tego czy się jest kobietą czy mężczyzną.

Skąd się u pani wzięła ta pasja podróżowania?

Jako dziecko oglądałam fantastyczne zdjęcia z dalekich krajow i myślałam, że to jest aż niemożliwe, że takie cuda istnieją na świecie. Ale przecież ktoś to sfotografował. Więc ja też chciałam zobaczyć to na własne oczy, poczuć na własnej skórze.

Już jak pani była taką małą dziewczynką w podstawówce?

Tak.

I kiedy pani pierwszy raz zrobiła coś, żeby spełniło się pani marzenie o dotknięciu tamtego niezwykłego świata?

Wtedy, gdy zaczęłam w siebie wierzyć. Wcześniej myślałam, że te wszystkie podróże są dla ludzi fajniejszych ode mnie. Takich, którzy mają kogoś kto ich tam wysyła. Aż pewnego dnia przestałam się zastanawiać czy ja jestem wystarczająco dobra i przestałam użalać się nad sobą i narzekać i pomyślałam „ja to zrobię”. Ale ponieważ nie miałam pieniędzy i nie miałam bogatych krewnych, to najpierw przez wiele miesięcy zbierałam pieniądze na pierwszy wyjazd. To było ze dwadzieścia lat temu.

W Polsce pani zbierała?

I w Polsce i w Angli, w Londynie.

A w Londynie to gdzie, „na zmywaku”?

Tak. Zmywając naczynia, podając jedzenie w barze i sprzątając w hotelu.

I gdzie pani pojechała pierwszy raz?

Do Meksyku i do Hondurasu, a kilka miesięcy później do Ameryki Południowej.

Znała już pani wtedy hiszpański?

Tylko trochę. Ale szybko się go nauczyłam.

To rzeczywiście odważnie.

Bardzo tego chciałam. A kiedy bardzo się czegoś chce, to wszystko jest możliwe.

Zwiedziła pani potem prawie cały glob, które jego rejony są pani najbliższe?

Dżungla amazońska – na zawsze.

Czyli jednak Ameryka Południowa?

Najpiękniejszy i najbardziej fascynujący kontynent.

Co tam jest takiego fascynującego? Rozumiem że to jest wielka i odwzajemniona miłość.

Ameryka Południowa to jest chyba ostatni kontynent, gdzie istnieją miejsca w których nigdy nie stanęła stopa białego człowieka, głęboko w dżungli amazońskiej. Takie miejsca gdzie ludzie żyją w całkowitej
harmonii z naturą. I żyją tak od 20 tysięcy lat. Nie mają nic z naszego świata. Nigdy nie widzieli pieniędzy ani reklam.

Taki człowiek bardzo się różni mentalni od nas?

Oczywiście że tak. To jest kosmos, zupełnie inna planeta.

Na czym polega różnica?

Najkrócej mówiąc: oni są prawdziwi. Oni nigdy niczego nie udają. W naszym świecie uczy się ludzi jak udawać kogoś kim się nie jest. Pokazywać, że się jest lepszym niż w rzeczywistości. Taki człowiek nie ma poczucia własnej wartości, w głębi duszy uważa, że jest nikim, ale kupuje sobie duży fajny samochód żeby innym pokazać, że jest coś wart. A w dżungli tak nie jest. Nikt niczego nie udaje i każdy jest po prostu sobą.

Gdyby pani miała dzieci, to wzięłaby je do dżungli i nauczyła tego?

Bycia sobą? Tak, bo to jest największa wartość. Jeżeli człowiek ma świadomość tego kim jest i ma odwagę być sobą, to nagle wszystko staje się proste. Ale nie zabierałabym moich dzieci do dżungli, bo gdyby chciały tam pojechać, to same powinny na to zarobić. Na tym polega samodzielnośc i odpowiedzialnośc za siebie.

Czego można pani życzyć? Kobiecie tak silnej i świadomej siebie.

Żebym spotykała samych dobrych ludzi - tak jak dotąd.

Rozm. Michał Wichowski

Powr�t