onet.pl PATRONAT
Treść wywiadu
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Kufer z wywiadami

Powr�t
POLSKA WITA - październik 2011

TYTUŁ Blondynka na rubieżach świata
Rozmawiała: Agnieszka Budo

- Jest Pani znaną podróżniczką, która samotnie jeździ w najdalsze zakątki świata, mieszka w indiańskich wioskach i pływa czółnem po Amazonce. Czy zdarza się Pani podróżować po Europie?

- Raczej nie. Znam dość dobrze sposób myślenia Europejczyków. A ja bardzo lubię być zaskakiwana. Ogromną frajdę sprawia mi poznawanie nowych obyczajów, smaków i dziewiczych miejsc. W tym kontekście podróżowanie po Europie wydaje mi się strasznie nudne - wszędzie jest asfalt, są bankomaty, sklepy, restauracje i kawiarnie. Świat oblany betonem mnie nie porusza.

- A podróżowanie po Polsce?

- Po Polsce podróżuję z przyjemnością jeśli mam czas, ale zwykle jest to u mnie towar deficytowy. Dwa lata temu byłam po raz pierwszy w życiu w Puszczy Białowieskiej i zachwyciłam się, szczególnie żubrami. To niesamowite, że mamy w Polsce najstarsza puszczę w Europie, w której mieszkają tak niezwykłe, potężne zwierzęta, które wyginęły w innych częściach świata.
Bardzo mi się też podobało na Mazurach. Prawdę mówiąc nie miałam przekonania do tej wyprawy, bo wyobrażałam sobie przystanie pełne jachtów, ludzi, barów i hoteli. A nagle trafiłam w miejsce, gdzie nie było nikogo. Byłam sama w kajaku, a dookoła mnie tylko bajkowy las, ważki, borsuki, ryby i kaczki. Spływ kończył się wpłynięciem na puste jezioro, gdzie spotkałam perkozy. To niesamowite.

- A była Pani kiedyś w polskich górach?

- Tak! Bardzo podobało mi się w Górach Stołowych. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że w Polsce jest coś tak bardzo podobnego do miejsca, które widziałam w Wenezueli. Tam na sawannie stoją ogromne ostańce zwane tepui. W polskich Górach Stołowych miałam szkolenie alpinistyczne przed wyprawą na sześciotysięcznik w Himalajach. Pewnego dnia spojrzałam na nie z oddali i nie wiedziałam gdzie jestem. W Wenezueli? Ale skąd te choinki?

- Pani Beato, a kiedy po raz pierwszy zdała sobie Pani sprawę z tego, że podróże to nie tylko wielka pasja, ale również sposób na życie zawodowe?

- Wtedy, gdy ukazała się moja druga książka. Wcześniej podróże były moją pasją, hobby, o którym nikomu nie mówiłam. Odkąd pamiętam marzyłam o tym, żeby zobaczyć na własne oczy te wszystkie rzeczy, o których czytałam. Kiedy postanowiłam to marzenie zrealizować, przez ponad rok zbierałam pieniądze na pierwszy bilet lotniczy. Pracowałam wtedy w radiu, prowadziłam audycje muzyczne, robiłam też tłumaczenia komiksów i filmów. Odkładałam każdy grosz. Kiedy wróciłam z pierwszej wyprawy, natychmiast zaczęłam zbierać pieniądze na następną. I tak to trwało przez kolejnych osiem lat. Co roku, gdy tylko udało mi się uzbierać wystarczającą kwotę, jechałam do Ameryki Południowej i spędzałam w niej dwa, trzy miesiące. Po ośmiu latach napisałam pierwszą książkę o dżungli amazońskiej, a rok później następną. Wtedy właśnie za teksty, reportaże i fotografie zaczęłam dostawać honoraria. Moje książki świetnie się sprzedawały. Nie musiałam już pracować w innych zawodach, tylko po to, żeby zrealizować swoje hobby.

- Miło mieć zawód, który jest również wielkim hobby. Na tak ogromny komfort nie każdy może sobie pozwolić…

- Myślę, że każdy. Myślę, że jest to kwestia podejmowania takich decyzji, do których masz wewnętrznie pełne przekonanie. Ja nie zgadzałam się robić czegoś, co do mnie nie pasuje. Dlatego dzisiaj nie mam rodziny i gromadki dzieci. Kiedy ja jeździłam do dżungli, moje koleżanki wychodziły za mąż, dostawały awanse i lepszą pracę, rozwodziły się i znowu wychodziły za mąż. Patrzyłam na nie i zastanawiałam się, czy ja też tego chcę? I odpowiadałam sobie uczciwie: tak, może kiedyś, ale teraz jadę do dżungli i tego chcę najbardziej. Nie żałuję moich decyzji. Były uczciwe i zawsze w zgodzie z moja duszą. Każdy musi iść swoją własną drogą. Nie ma sensu robić czegoś na siłę albo tylko dlatego, że tak robią inni.

- A dlaczego w swoją pierwszą wyprawę wyruszyła Pani właśnie do Ameryki Południowej?

- Zawsze pragnęłam wyjechać właśnie tam i szczerze mówiąc długo nie interesowały mnie inne strony świata. Chciałam pojechać do dżungli amazońskiej. I miałam rację. To jest wciąż moje ukochane miejsce na ziemi. I pewnie dlatego właśnie w dżungli odkryłam coś bardzo dla mnie ważnego.

- Co takiego?

- Odkryłam tam i zrozumiałam to wszystko, co uważam za najważniejsze w życiu. Podczas wypraw przez dżunglę bardzo się zmieniłam, stałam się takim człowiekiem, jakim chciałam być. Wcześniej nie lubiłam siebie i nie akceptowałam. W dżungli zrozumiałam dlaczego tak jest. Zrozumiałam, że jestem odpowiedzialna za siebie. Nikt za mnie nie zmieni mojego życia ani moich wad. Zakasałam więc rękawy i wzięłam się do pracy. Najważniejsza była jednak zmiana sposobu myślenia. Polubiłam siebie. Dałam sobie prawo do tego, że spełniać marzenia i być szczęśliwym człowiekiem. Nauczyłam się być odważna, bo jeśli nie jest się odważnym w dżungli, to albo się w niej ginie, albo trzeba uciec. Nauczyłam się samodzielności i konsekwencji. Zaczęłam pracować nad sobą i zamieniać słabości w siłę. Była to najlepsza i najbardziej niezwykła lekcja życia. Poza tym najbardziej niezwykłe było to, że udało mi się spojrzeć na nasz świat z perspektywy mieszkających w dżungli Indian.

- Czy Indianie od razu Panią zaakceptowali?

- Tak, bo to jest relacja dwustronna. Nie tylko oni są niezwykli dla mnie, ale również ja jestem niezwykła dla nich. Jestem jak kosmita, a ich świat w porównaniu z naszym jest inną planetą.

- Czy dla blondynki z Europy życie w dżungli może być niebezpieczne?

- Tak. Napisałam o tym kilka książek, najnowsza ukazała się w lipcu: „Blondynka w Amazonii”. Opowiadam w niej między innymi o tym jak z Indianami tropiłam jaguara. To znaczy tak mi się zdawało. Potem się okazało, że jaguar w tym samym czasie tropił nas.

- A anakondy? Słyszałam, że można je spotkać w Amazonce.

- To prawda. Widziałam kiedyś zdjęcie anakondy, która miała 9 metrów długości. Kiedy otwarto jej brzuch, w środku znajdował się człowiek. Anakonda to wąż dusiciel i kiedyś wydawało mi się, że nie może bardzo niebezpieczny. Ale podczas jednej wypraw zauważyłam, że Indianie zawsze mają w czółnie nóż i zaczęło mnie to zastanawiać. Okazało się, że to właśnie w obronie przed anakondą, która na widok wielkiego kształtu przesuwającego się po wodzie potrafi wychylić się i przewrócić łódź. Owijając się wokół człowieka, a ponieważ ma potężne mięśnie, zgniata i łamie kości, które przebijają narządy wewnętrzne. To bardzo niebezpieczne.

- Rozumiem, że Amazonię zna Pani jak własną kieszeń. A czy są jeszcze jakieś miejsca na świecie, które Panią pociągają, ale jeszcze tam Pani nie dotarła?

- Tak, moja lista miejsc, gdzie chciałabym dotrzeć, wciąż rośnie. Chciałabym pojechać do Japonii, do Klondike na Alasce, do Konga. Australia długo była też na tej liście, ale w tym roku udało mi się ten plan zrealizować. na przełomie grudnia i stycznia, udało mi się tam pojechać. Skończyłam właśnie pisać książkę o Australii, która ukaże się w październiku.

- Czy może pani powiedzieć coś więcej o tej książce?

- Myślę, że to, co zrozumiałam o Australii, bardzo odbiega od tego, co już zostało napisane. Mam wrażenie, że Australia to kontynent przemocy, gdzie wszyscy wszystkich do czegoś zmuszali. Od momentu, kiedy przypłynęli tam Anglicy, bo wcześniej, w świecie Aborygenów, wszystko odbywało się w zgodzie z naturą. Potem zaczęła się przemoc, która trwa do dziś. I nie mówię tutaj jedynie o przemocy fizycznej, o wygnaniu Aborygenów z ich własnego terytorium. Biali ludzie, którzy przybyli do Australii, zaczęli zmuszać ziemię do rodzenia obcych owoców i warzyw, przywieźli króliki, a potem zabijali je tysiącami. Australia to naprawdę bardzo dziwne miejsce.

- Z chęcią przeczytam tę książkę. A proszę mi powiedzieć, jak by wyglądała top lista Beaty Pawlikowskiej - pięć najpiękniejszych miejsc świata?

- Na pierwszym miejscu dżungla amazońska. Na drugim Machu Picchu, czyli stolica imperium Inków i Cuzco. Na trzecim wyspy. Różne wyspy – na przykład wyspy na Oceanie Indyjskim, takie jak Zanzibar, z cudownymi plażami o drobnym, białym piasku, a także Wyspy Karaibskie - kolorowe i niewielkie, gdzie ludzie robią płoty z muszli. Lubię tam siedzieć, patrzeć na wielki błękit i nic nie robić. Na czwartym miejscu umieściłabym kraje buddyjskie, ze szczególnym uwzględnieniem Tybetu, w którym ludzie mają piękne dusze, są spokojni, pogodni i uśmiechnięci. Na piątym miejscu chyba Indie, które wydają mi się zwierciadłem całego świata, bo jest tam wszystko. Fascynujące miejsce i fantastyczni ludzie. Bardzo lubię tam wracać.

- A z jaką najdziwniejszą potrawą się Pani spotkała?

- Pieczone i żywe mrówki, które jadłam w Amazonii oraz żywe larwy. W przeciwieństwie do naszych polskich mrówek, które są kwaśne, te amazońskie są ogromne i bardzo smaczne.

- Jak czuje się samotna kobieta w dalekiej podróży?

- Fantastycznie.

- Nigdy nie ma chwil zwątpienia?

- Nie. Kiedy potrzebuję pomocy, jest przecież mnóstwo ludzi dookoła. A ja staję się wtedy jedną z nich, czyli jestem tubylcem. To lubię najbardziej.

- Jak najlepiej przygotować się do samodzielnej wyprawy?

- Dużo czytać o miejscu, do którego chcemy pojechać. Dobrze jest zacząć od takich krajów, w których podróżowanie jest łatwe i przyjazne, czyli na przykład od Azji Południowo-Wschodniej: Tajlandia, Kambodża, Wietnam. Warto nauczyć się przynajmniej podstawowych zwrotów w narodowym języku. Sa tez miejsca, gdzie ludzie nie mówią po angielsku i bez znajomości lokalnego języka podróż może być niebezpieczna i trudna. Tak jest na przykład w Ameryce Południowej.

- Opracować trasę?

- Kiedy jadę sama, nie mam trasy ani żadnych rezerwacji. Wiem mniej więcej, co chciałabym zobaczyć, ale na miejscu szukam takich miejsc, których nie ma w przewodnikach. Odkrywam świat.

- Gdzie Beata Pawlikowska czuje się najlepiej?

- Wszędzie czuję się dobrze, bo sama wybieram miejsca, w których jestem. Gdybym czuła się dobrze tylko w jednym miejscu, znaczyłoby to, że we wszystkich pozostałych czuję się gorzej, a tak nie jest. Dzisiaj jestem w dżungli amazońskiej, jutro na sawannie Serengeti. Najpiękniejsze jest to, że mam przywilej wyboru, gdzie chcę być w danym momencie. Akurat w tej chwili jestem w moim domu pod Warszawą, gdzie czuje się świetnie.

- Czyli zawsze w podróży. Dziękuję za rozmowę.

Powr�t