onet.pl PATRONAT
Treść wywiadu
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Kufer z wywiadami

Powr�t
DIGITAL CAMERA POLSKA - sierpień 2011

Mistrzyni duchowej podróży.

Wszędzie wokół nas duchowość.

Myślę, że to nadaje sens ciału. Ciało bez duszy nie istnieje a dusza bez ciała – tak.

Hmmm, jak to można sprawdzić?

Nie trzeba wszystkiego sprawdzać. Ale jednym z dowodów jest Dalajlama, który jest właściwie jedną osobą od kilkuset lat. Wiesz jak szuka się nowego Dalajlamy? Po jego śmierci trzeba szukac znaków. Na przykład kwiaty, które rosły przy jego pałacu nagle odwróciły się na wschód. Chmury na niebie, drzewa, mech - wszystko wskazywało, że należy patrzeć na wschód. Wyruszyło więc kilka ekspedycji w poszukiwaniu nowego Dalajlamy, czyli dziecka w które dusza Dalajlamy weszła po śmierci. I wyruszyły wyprawy na cztery strony Tybetu. Ta ekspedycja, która wyruszyła na wschód, znalazła nowego Dalajlamę, który jest od kilkuset lat tą samą duszą w coraz to innym ciele.

Koncepcja Bodhisatwy, który wraca aby nieść pokój, miłość i szczęście?

Tak. Kogoś takiego, kto świadomie rezygnuje z Nirwany czyli z wiecznego szczęścia, ponieważ dla niego szczęściem jest to, że może nieść szczęście innym ludziom.

I zgadza się na to cierpienie, którego będzie tu doświadczał?

Niekoniecznie, bo ten kto jest oświecony, wie skąd bierze się cierpienie i może go uniknąć.

Co z bólem fizycznym?

Są sposoby, żeby sobie z nim poradzić, ale ból duszy może być bardziej przeklęty niż ból w ciele.

Bo nie można go namierzyć?

Bo trzeba wykonać ogromną pracę we własnym wnętrzu, z własną duszą, żeby od takiego bólu się uwolnić. Nie przykryć go czymś, nie zrobić sobie zastrzyku z nowych zakupów albo alkoholu czy innego uzależnienia, które na chwilę uśmierzają ból, taki wewnętrzny krzyk, rozpacz, którą człowiek nosi w sobie. To jest rodzaj najczarniejszej rozpaczy, w którą człowiek wpada i nie ma na to najmniejszego wpływu, kiedy to się dzieje. I dopiero jeżeli zrozumie, skąd bierze się w nim taka gigantyczna samotność, to będzie mógł zacząć pracować nad tym, żeby ten ból w sobie ukoić.

Kiedy to zrozumienie nadchodzi, też nie można tego przewidzieć?

Myślę, że najczęściej wtedy, kiedy człowiek nie ma już innego wyjścia i przestaje się okłamywać.

Czyli stoi pod ścianą?

Tak. Musi zacząć szukać prawdy, bo ten ból, który czuje w środku jest zbyt wielki. Albo odbierze sobie życie, albo zacznie coś z tym robić.

Nie ma odwrotu. Nie ma manipulacji, ucieczki, strategii, fałszowania.

Każde kłamstwo i próba zafałszowania szybko wyjdzie na jaw. I człowiek znów będzie nagi i bezbronny. Dlatego nie ma sensu chwytać się za szybkie sposoby na krótkie zadowolenie. Coś co odwraca uwagę od tego, co naprawdę w środku boli.

W dzisiejszych czasach wszystko się szybko zmienia i jest bardzo nietrwałe.

Dzisiejszy świat jest urządzony tak, żeby ludziom dostarczać tysiąca pomysłów na błyskawiczne zaspokojenie. Na takie krótkotrwałe strategie. Dookoła masz mnóstwo takich sposobów. Kiedy włączysz telewizję, widzisz reklamę piwa sugerującą, że ten kto pije piwo jest silny, szczęśliwy i podziwiany przez innych. Skąd się bierze uzależnienie od alkoholu? Od kieliszka wina lub jednego piwa, którym poprawiasz sobie nastrój i uzależniasz się emocjonalnie, a fizyczne uzależnienie to konsekwencja tego procesu.

I takich wabików jest bez liku.

Mnóstwo. Alkohol, internet od którego można się uzależnić, słodycze, wysoko przetworzona żywność pełna cukru i tłuszczu. To co jest użyteczne w umiarkowanych ilościach, w nadmiarze zaczyna działać na szkodę człowieka. Kiedy używa się czegoś do poprawienia sobie nastroju albo jako sposobu na zapomnienie czy ucieczkę od rzeczywistości, to przestaje to być nieszkodliwą przyjemnościa, Tak zaczyna się uzależnienie.
Czyli nie ma ucieczki przed tymi bodźcami?

Nie ma ucieczki przed sobą. Można uciec na koniec świata, ale nie od siebie samego. Dostaję maile od ludzi, którym wydaje się, że stoją przed ścianą, nie ma już innego wyjścia, są zrozpaczeni, są nieszczęśliwi, nie mogą się odnaleźć. Dzieją się różne rzeczy, które ich zdaniem nie powinny się dziać – i wtedy genialny pomysł – wyjadę do Afryki na zawsze albo zamieszkam na Bali, zbuduję dom w Kolumbii i tam będę żył i tam będę wreszcie szczęśliwy. Ale to się nie uda, bo gdziekolwiek pojedziesz, zawsze zabierzesz siebie. Jeśli jestes nieszczęśliwy tutaj, to będziesz nieszczęśliwy też w Kolumbii czy na Bali.

...cały bagaż złej energii?

Poczucia beznadziejności, nierozwiązanych problemów i zagubienia. To samo nie znika. To jest zadanie to wykonania przez każdego z nas – zrozumieć siebie, poznać swoje pragnie, usłyszeć własne myśli, dotrzeć do prawdy.

Czyli podróż dobrą strategią jest na leczenie ale nie podróż w jedną stronę tylko falowanie czyli wyjeżdżanie i wracanie?

Myślę, że taka ucieczka na koniec świata nie rozwiązuje problemu, a czasem jeszcze je mnoży. Odnalezienie się w obcym kraju może być trudne – nie ma przyjaciół, ubezpieczenia zdrowotnego, nie wiadomo jak działa policja. Wszystkie codzienne sprawy są dziesięć razy trudniejsze niż w kraju gdzie się wychował i wszystko instynktownie wie. Tam nagle wszystkiego musi się nauczyć na nowo. Ale jest jedna rzecz, która może pomóc. Kiedy człowiek w taki właśnie sposób jakby przekreśla wszystko, odcina się od wszystkiego co było i pozwala sobie na zapomnienie, przestaje kombinować, racjonalizować, stresować się strasznie tym, czego nie wie, kiedy pozwoli sobie na chwilę zapomnieć o wszystkim i poddać się temu co jest – wtedy może odkryć całkiem nowy sposób myślenia. Kiedy człowiek przestaje świadomie spinać sie i kierować myśli w jakąś określoną stronę, na siłę szukać rozwiązania i odpowiedzi, kiedy całkowicie odpuści i podda się nurtowi zdarzeń, nagle wszystkie rozwiązania i odpowiedzi same do niego przychodzą.

Doświadczyłaś tego?

Wiele razy. Wystarczy wsiąść do autobusu na 30 godzin i jechać. I nie myśleć o niczym.

Albo iść i miarowo odliczać kroki.

Albo płynąć przez dziesięć dni po Amazonce.

Ja gdy myję naczynia przez te 10 – 15 minut to doświadczam tego bo mam wrażenie, że jestem na progu, uwielbiam się tym hipnotyzować.

Ja też mam takie wrażenie kiedy maluję, prasuję albo sprzątam. I oczywiście podczas podróży. Myślę, że to jest do pewnego stopnia także umiejętność zanurzenia się w pewnego rodzaju medytacji. Przestajesz na jakiś czas świadomie myśleć, kierować myślami. Kiedy przestaniesz zmuszać myśli do podążania w kierunku, który Tobie wydaje się najlepszy, odłączasz się na chwilę od siebie, uwalniasz się od reszty świata, nie myślisz o niczym i zanurzasz się w lekkim niebycie.

Jesteś przewodnikiem. Kto lub co jest przewodnikiem dla Ciebie?

Indianie, których poznaję gdzieś w dżungli albo ludzie, którzy mają kontakt z tym dodatkowym wymiarem rzeczywistości, którego nie można zobaczyć zwykłymi oczami.

Mistycy, szamani, specjaliści od magii?

Specjaliści od czwartego wymiaru, bo magia brzmi trochę jak bajka, czyli coś co jest nieprawdziwe. Chodzi o to, że wszystko co żyje ma określoną energię. Można z tej energii czerpać albo można przez tę energię w jakiś sposób przenikać, wpływać na nią albo być pod jej wpływem. Korzystają z tego szamani i bioenergoterapeuci.


A co stymuluje Ciebie do działania bo twoja wiedza i świadomość jest – jak myślę – „nietutejsza“, dla czego chcesz działać?

Mam niesamowitą radość z tego, że coś robię. Fascynuje mnie znajdowanie różnych rzeczy, doszukiwanie się nowych informacji, poszerzanie własnej perspektywy. Lubię coś zrozumieć, odkryć i opowiedzieć o tym innym. To niesamowite, że wystarczy tylko podjąć decyzję i chcieć coś robić. Można napisać książkę, która jeszcze nie istnieje. Wpadam na pomysł, otwieram w komputerze nową kartkę i zaczynam pisać i dwa miesiące później jest konkretne 300 stron, które wyszły ze mnie i są teraz na papierze. Za jakiś czas książka ta znajdzie się w księgarni a potem spotkam człowieka, który czyta ją w autobusie. Po prostu cud.

To działa bo jest świetny feedback?

Nie tylko. Robię też takie rzeczy, których nien publikuję i nie pokazuję, ale które po prostu sprawiają mi ogromną radość. Sam fakt stworzenia czegoś jest wystarczający. Zanim wydałam pierwszą książkę, napisałam ich dziewięć i nie chodziłam po wydawnictwach bo nie miałam na to czasu, robiłam to dla czystej przyjemności.

Emocje przekazujesz słowami i pismem. Fotografia jest niema i statyczna?

Nie, fotografia jest czymś bardzo niezwykłym, ponieważ jest to przedłużenie ludzkiego oka, ale to co widzi aparat fotograficzny jest czasem czymś zupełnie innym, niż to co widzi oko. To tak jak z mówieniem i pisaniem. To co mówię, czasami słabo się czyta, bo to co służy do czytania trzeba napisać. Tak samo właśnie jest z fotografią. To co widzę okiem, to niedokładnie jest to, co chciałabym sfotografować. Umieć zamknąć pewien kadr świata, który Cię otacza na fotografii to wielka sztuka i rzecz pełna emocji.

Czy chwilę skomponować w aparacie, czy przeżyć taką jaka przyszła?

Jedno z drugim jest nierozerwalnie związane. Kiedy jestem w podróży, zawsze jestem fotografem, w Polsce niekoniecznie bo tutaj koncentruję się na innym rodzaju doświadczania świata. W Podróży zawsze mam aparat pod ręką. To niezwykłe, że jednocześnie widzisz coś i doświadczasz tego zmysłami, całym sobą a jednocześnie patrzysz jak przełożyć to na fotografię. Jedno drugiego nie wyklucza. Doświadczasz czegoś, przeżywasz, ale jednocześnie myślisz co zrobić żeby inni doświadczyli tej emocji. Zmieścić to na jednej fotografii. Nie na pięciu zdjęciach, które ułożysz w reportaż, nie na filmie, który pokaże ruch i jak to wszystko się zmieniało ale na tej jednej, która będzie syntezą lub wprost przeciwnie, będzie zawierała element, który wywoła tyle wrażeń, skojarzeń i poruszy wyobraźnię człowieka który będzie patrzył, że to czego nie widać na tym zdjęciu będzie nieważne.

Fotografia i aparat to nie są Twoje główne środki wyrazu. Są nimi słowo i pismo, tak się realizujesz. Dzięki temu posiadasz lekkość w posługiwaniu się aparatem.

Dlatego kiedy jestem w podróży, to nie piszę książek. Wtedy zbieram wrażenia, emocje, myśli, fotografie, obrazy i słowa. Zapisuję, fotografuję, wyciągam wnioski.

Otwierasz później ten spichlerz pisząc. A sny, te obrazy, które zobaczyłaś, emocje, których doświadczyłaś, zapachy, to musi tworzyć niesamowity wszechświat.

Tak, mam wrażenie, że mam sto żyć jednocześnie. Więcej niż bohaterowie gry komputerowej bo oni mają tylko cztery lub pięć wcieleń, a ja mam znacznie więcej, bo każda podróż to jest takie dodatkowe życie. Czuję się przzez to niesłychanie bogata. Porównywanie różnych miejsc, zachowań, obyczajów, różnych kultur jest fascynujące, bo człowiek nagle odkrywa, że miejsce, w którym został wychowany i to, co instynktownie przyjął za jedyną prawdę, jest tylko jednym z możliwych tysięcy opisów świata i od mojej wolnej woli, jako człowieka dorosłego, zależy który świat wybiorę za własny.

Jak sobie radzisz z tymi wyborami?

Znajduję na świecie fantastyczne rzeczy. Bardzo podoba mi się buddyzm, szczególnie w tej odmianie, która nie mówi, że wystarczy utrzymywać mnichów, którzy wymodlą moje zbawienie. Wolę tę odmianę buddyzmu, która mówi – pracuj nad sobą. Ty sam jesteś odpowiedzialny za wszystko, co się dzieje w Twoim życiu. I sam swoimi myślami, czynami, słowami tworzysz swoją przyszłość. Wszystko, absolutnie wszystko zależy od Ciebie. Jeżeli będziesz dobrym człowiekiem, będziesz przyciągał dobre zdarzenia do siebie.

Wiśta wio, łatwo powiedzieć.

Łatwo zrobić. Najważniejsze jest uświadomienie sobie, że istnieje mnóstwo pomysłów na to jak można żyć. I to było moje pierwsze odkrycie - że w ogóle nie trzeba robić tego co wszyscy. Nie trzeba i nie należy robić tego co inni chcieliby żebym zrobiła. Bo ja sama muszę znaleźć to co jest dla mnie dobre.
No to jesteś też poniekąd wzorem dla współczesnych feministek.

Każdy człowiek - kobieta czy mężczyzna – ma prawo o decydowaniu o swoim życiu i dokonywania takich wyborów, które uważa za najlepsze dla siebie. Feminizm potocznie kojarzy mi się z manifami i parytetami, co moim zdaniem na dłuższa metę obniża siłę kobiet. Jestem przeciw parytetom i tego, żeby kogoś wciągać i zachęcać do działalności, bo jeśli ktoś chce coś zrobić, coś osiągnąć to i tak to zrobi, nikt go nie zatrzyma. Mnie nikt nie zatrzymał a wielu ludzi próbowało. Jeżeli ktoś ma w sobie pasję i silną wolę, to każdy zewnętrzny opór tylko go wzmacnia. Gdyby ktoś kiedyś przyszedł i dał mi 10 tysięcy i powiedział, no jedź dziewczynko do tej dżungli, bo tego bardzo tego chcesz, to nie wiem czy poszłabym tą drogą, którą poszłam a ja szłam pod górkę.Wolałam zarobic własnymi rękami.

Czyli wszystko jest autentyczne.

Ale super. Pod górkę idzie się najlepiej.

Podobno ciężej się idzie z górki.

Ale jaki dobry widok jest na końcu.

Powr�t